1 Zjazd PSK oczyma Dinga

 

autor: Dingo


 

Okej, siema. Jestem Ding, mam już 16 lat. Moja relacja będzie długa, ale myślę, że się fajnie będzie czytać. Otóż, zbudzony, ledwo żywy, o 4:10, wytoczyłem się z łóżka, ubrałem, rozkleiłem powieki i sprintem pognałem do samochodu. Znaczy takim sprintem, coby się do przodu nie glebnąć, bo jeszcze niezbyt orientowałem się, gdzie są ściany w klatce.

W samochodzie na szczęście się rozbudziłem. Czemu? Skoczyła adrenalinka, pociąg o 4:55, a 26 po czwartej wyjechałem. Do dworca mam 20 km. Tatuś więc włączył 5 bieg i z prędkością 150km/h osiągnęliśmy questa; byłem 3 minuty przed odjazdem. Wsiadłem do wagonu trzeciego, pożegnałem się z ojcem.. i odjechałem.

Podróż w sumie minęła szybko, w Poznaniu byłem w 3 godziny. Dosiadła się do mnie matka z dzieckiem. Parę chwil później w Rawiczu teoretycznie dosiadł się Don Sotto. Teoretycznie, bo wsiadł do wagonu drugiego, a że kontaktu z nim nie miałem... czekałem do Gliwic. Pojawił się draq, po paru telefonach jakoś się zorganizowaliśmy i wbił do przedziału. Powitał mnie wyniosłym "Siema." myśląc, że jest zajeb*sty. Od Wrocka w przedziale i na korytarzu był tłok, nie mieliśmy się jak do siebie dostać. Potem zadzwoniłem do niego, gdzie jest. Przez tłok i hałas zrozumiałem coś w stylu "przedział, będę, zaraz, okej". Aha, czyli się dosiądzie. Nie dosiadł się.

Po godzinie czy jakoś tak ten do mnie wbija i mówi czemu mnie nie ma. ._. Ale że co? "My siedzimy w drugim pociągu, ja, Don i Kay." Takie oczy. No dobra, zwija. Po przeciśnięciu się przez wagon, uderzeniu zakonnicy plecakiem, byliśmy na miejscu. Powitałem parę osób, fajne ludzie. Okazało się, że jechał z nami brat Sotta, też fajny gość. Pogadaliśmy trochę i w 20 minut byliśmy w Krakowie.

Wysiedliśmy na zatłoczony peron. Draq zadzwonił po olda "już po was idziemy", usłyszał. Okeeeeej! Czekamy na peronie. Tyle, że peron pojęcie względne. Dwa wyjścia (jak się później okazało - trzy) i niezłe zamotanie. Kazali nam przejść do Galerii Krakowskiej, do jakiejś fontanny. Ta, znajdź tu fontannę xD Pół godzinki i się odnaleźliśmy. Fajni ludzie, Old wysoki (ehem), Stankol niższy, M.10 hentaj, BROO kozak, Bedziu to Bedziu. Nim znaleźliśmy olda, Fano był na miejscu. Po wbiciu na peron powitał się z nami po ziomalsku, trochę pogadanki, sms od Pikora, że czeka przy akademiku. No to zwija. Poznaliśmy się i w strugach deszczu wbiliśmy do akademika.

Akademik pierwsza klasa. Sala wykładowa, fajne pokoje. Podzieliliśmy się, jak się później okazało, każdy spał w innym pokoju niż zaplanowano. :P Na początku oczywiście pogadanka, podłączanie kompa/ów, trochę śmiechów i... zebranko w jednym pokoju, skifna fota grupowa, dalszy fragment pozwolę sobie wypikować, no i plany na wspólne tworzenie gry. To się porozdzielaliśmy na teamy, Old, ja, Kay, M.10 i Stankol w jednym pokoju, a BROO, draq, Pikor, Bedziu i Don w drugim. Fano z racji, że nie jest klikowcem, położył się spać z Quakerem (teoretycznie położył się spać :P , no, i oczywiście w innych łóżkach, żeby nie było). Teoretycznie miałem robić grę, praktycznie to po 4 godzinach snu, 10 godzinach w pociągu i ogólnemu rozgardiaszu... spać mi się zachciało. Ja sobie zdrowo chrapnąłem, a reszta tworzyła... tak, tak Aurę Zajebistości, grę, która ma powalić PSK na kolana. W tym czasie się obudziłem i robiłem regularne zwiady do pokoju przeciwników, gdzie Pikor z teamem tworzyli Chip'a length, nie pamiętam. Jako ciekawostkę podam, że BROO wykręca 100 zdarzeń w 5 minut.

Potem zmogło BROO, trza było odstąpić łóżka. Niestety na marne, nagle panu Krzysiowi spać się odechciało. Pikor przejął klikanie i oczywiście rysowanie grafiki. Było dobrze po północy. Rzesza klikających nagle postanowiła, że pójdzie spać, albo chociaż spróbuje. I tak Stankol poszedł do Fana i Quakera, Old do swojego pokoju, M.10 do swojego, Sotto też. (pamiętacie, gdzie miał leżeć pierwotnie? :P ) BROO i Bedziu spali, gdzie spać powinni. Pikor klikał dalej.

Jedyni, co nie spali, to Draq i ja. Nie było nic do roboty, szósta rano na zegarku... co tam, kurna, gramy w PS2! :D Rozłożyliśmy konsolkę, niestety, nie było drugiego pada. Pograliśmy więc w Eye Toya, chwila relaksu i machania kończynami śmiesznie w powietrzu i... zwijamy się, bez drugiego pada, to jak bez drugiej ręki. Poczekaliśmy, aż obudzi się Old i pożyczyliśmy pada. Wtedy można było rozwinąć skrzydła, na chwilę co prawda, aleee... Dodam, że graliśmy ze Stankolem. Potem zbudził się Fano z Quakerem, reszta też, powoli, ale zawsze coś. Wpadliśmy na pomysł, by podłączyć MP4 Fana do telewizora, która z powodzeniem emuluje SNESa. Troszkę merdania z AV1, AV2 itd itp hax, i mamy Mario 3 w rozdziałce HD, można oczywiście zobaczyć gameplay Fana nagrany moją komórką. Co ciekawe, grę Therpga zaczęli z wielkim entuzjazmem oglądać przechodzący obok sali wykładowej Tailandczycy. W sumie, nie ma się czemu dziwić. Dołączył też do nas Old, na chwilę, ale zawsze coś.

Niestety, musieliśmy pożegnać jedną osobę - BROO nie czuł się najlepiej, ale cóż, zawsze coś. Po długim rozstaniu (DOTKNĄŁEM BROO! ROZMAWIAŁEM Z BROO! WIDZIAŁEM BROO!) z żalem pan Krzyś akademik opuścił.

Później zwinęliśmy się i zabraliśmy tyłki do baru mlecznego, jednak tuż przed tym przybył Omenski. Po drodze Stankol zaliczył glebę, główka go bolała przez dobre pół dnia. I na końcu wyszedł guz. W barze ja zamówiłem rozgotowany filecik z kurczaczka, Stankol to samo, o, i z tego co pamiętam soczek marchewkowy pił sobie Draq. Old zaś zamówił niezły stuff, kurczaczek, suróweczka, zupeczka. Taki koń musi jeść :] Fan natomiast nie kupując nic zjadł podwójną porcję kopytek, jak to na sprzątacza przystało (Pikor i Bedziu nie mogli zjeść swoich nie rozpoczętych porcji).

Po niezbyt satysfakcjonującym jedzonku wróciliśmy do akademika. Na szczęście nie lało jakoś szczególnie. Zgodnie z zapowiedzią prezentacje miały być o dziesiątej, ale jako, że ranek nam się nieco przedłużył, wszystko zaczęło się o pierwszej.Kay niestety pojechał, (wielkie dzięki za twoje towarzystwo :*) W sumie nie byłem do końca pewien, czy zwracać się do Omenskiego per pan, czy.. em. No. W każdym razie, między prelekcjami mogłem poznać kulisy tworzenia Rozbitka, bo mnie, jak i Sotta bardzo to zainteresowało. Tak w ogóle, pozdrawiamy braci Krupińskich i całą rodzinkę! Co było na prelekcjach dowiecie się, a do tego jest obszerny materiał wideo. Na końcu (zajęło to bite 8 godzin), porozchodziliśmy się. Jakiś czas później postanowiliśmy zagrać na PS2 całą paczką. Zebraliśmy się i spokojnie szpilaliśmy w Bernałty, Tekeny czy EyeToy'e. Odpaliliśmy też kilka bardziej znanych tytułów typu Final Fantasy czy... ehem, Ghosthunter (pozdrawiam Don Sotta ;) ). Miła pani recepcjonistka nie robiła nam problemów, że grają do 5 rano na PS2, co więcej, była bardzo miła; z gotowaniem wody na zupki chińskie mi, Bedziowi i Stankolowi nie było problemu, przysiadała się nawet, aby popatrzeć. Oczywiście też ją pozdrawiam. Ja nie wyrobiłem, poszedłem spać równo z Oldem, czyli o pierwszej. Wstałem szósta-siódma rano, tym razem każdy leżał nie tam gdzie trzeba, ja raz na górze piętrowego łózka, raz na dole... hm.

-

Wydarzyło się jeszcze wiele, wiele rzeczy, ale tego, że np. siedziałem na kiblu i z wietrznika leciał ładny zapaszek lawendy nie będę opisywał. Tak samo tego, jak chłopacy przystawiali się dla żartów do siebie nawzajem, plotkowaliśmy o kilku osobach z PSK, czy nudziliśmy od rzeczy. Trzeci dzień nie jest warty uwagi, po prostu ledwo żywi skoczyliśmy do sklepu po prowiant na podróż, M.10 jako jedyny odprowadził mnie do jadącego już pociągu, a Quakerowi wbili mandat za nie do końca przebity bilet. Gdyby nie to, już siedziałbym z nim i Sottem w przedziale... a tak, jechałem sam. Jak palec, pfeh. Co prawda parę telefonów dostałem po drodze od naszej braci klikowej, poesemesowałem z Kaytkiem... łezka się w oku kręci, a to było wczoraj.

Zjazd udał się przednio, jak Stankol słusznie ujął, jeszcze parę dni i zżylibyśmy się jak bracia. I nie, żadnego gej party nie było. To było po prostu osom przedsięwzięcie. Oby więcej, i częściej. Choć może to i tak żaden finisz dla mnie, targi w Lipsku jeszcze są...

 

by pepe9donkey