|
autor:
Stankol
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to nie jest żadna oficjalna relacja, żadne pierdoły, informacje dla jakichś PSK.bbs czy innych nienamacajów; to moje osobiste odczucia, jeśli coś pominę specjalnie bądź nie - trudno. Chcę, aby osoby, które nie mogły (Jaworz :*:*:*:*:*:*), bądź nie chciały (nie PoWiem o kogo mi chodzi, nie będę wymieniał nicków) przyjechać mogły wczuć się w ten bardzo dobry klimat zlotu.
Dzień 1:
Wstałem ok. 6, wyjechałem, przyjechałem, nie będę się rozwodził nad tym i nie napiszę, że pojechałem z rodzicami. Podjechałem pod dworzec, zadzwoniłem do Olda, pożegnałem się z rodzicami.
Zobaczyłem ich. Oldboj, BROO, Bedziu i M.10. Pierwsza myśl: "o kurka co za nolajfy co ja tu robie ja jego!" (cenzurowany cytat). Dali mi plakietkę, napisałem swój nick i poszliśmy do akademika. Szliśmy 15 min do przystanku na tramwaje (tramwajowni? :C), potem czekaliśmy 15 min na tramwaj, a potem wsiedliśmy do tramwaju. Kochany Bedziu zaproponował, że poniesie mi torbę. Potem znów szliśmy na tramwajownię, znów jazda... a potem zadzwonił Dingo, że o 14:55 (bodajże) będzie z ekipą na dworcu. No to ok, Oldi powiedział, by czekali jak wyjdą, my po nich pójdziemy. Zanieśliśmy własne bagaże do pokoju w super świetnym akademiku, jakim niewątpliwie jest Dom Akademicki nr 13 - Straszy Dwór.
Dinga i ekipy szukaliśmy ok. 30 min po zjawieniu się na dworcu. Czekaliśmy pod fontanną, oni pod jakąś atrapą fontanny dla dzieci. W pewnym momencie na horyzoncie Galerii Krakowskiej ukazało się 5 postaci: koks-antonio banderas zwany Dingiem, Draq i jakichś 3 facetów. Potem okazało się, że pozostali to Kaytek, Don Sotto i brat Dona - Quaker zwany Mateuszem. Za 3 min miał być pociąg Fana, więc po przywitaniu popędziliśmy od razu na peron. Czekaliśmy 15min, w końcu ktoś do Fana zadzwonił i okazało się, że on czeka na nas po drugiej stronie peronu. Rozkazaliśmy mu przejść do nas tak zwanym dołem. W końcu ujrzałem faceta w ciemnoszarej czapce z logiem Kalafior.tk, ubranego w jakąś podkoszulkę z Dżizasem i sandałki, słuchającego muzyki z MP4 z rybaczek. Przed akademikiem czekał na nas Pikor.
Wróciliśmy do akademika, trochę dyskusji, picia napoju zwanego 3 Cytryny i rozdzielenie przynależności do pokojów.
pokój 212: Old, Bedź, BRU
pokój 216: Draq, Don Sotto, Quaker
pokój 217: Fano, Pikor, Stankol
pokój 218: M.10, Ding, Kaytek
Jako, że Draq był w obydwóch pokojach postanowiliśmy go nie rozdzielać i dać do Dingów, a ja poszedłem do Fana i Pikora. Wypakowaliśmy się, potem pogaduchy, a potem wszyscy do pokoju organizatorów, zrobiliśmy sobie 2 zdjęcia wspólne, zagraliśmy w grę planszową Oldboja (Scotlandyard), a Ci co nie grali poszli do pokoju, gdzie stał komputer Draq z monitorem Kaytka i zaczęli robić grę. My (Ci od planszówki) nie chcieliśmy być gorsi, więc wyjęliśmy laptop Oldiego i zaczęliśmy robić grę w Construcie. Ustaliliśmy z drugą drużyną, że mamy czas od 22:00 do 8:00, a po tym czasie gry wrzucamy na CP, z sondą, która ustali zwycięzcę. Grupy przedstawiały się następująco:
Construct: Oldboy, Dingo, M.10, Kaytek i ja.
TGF: BROO, Pikor, Draq, Pikor, Don Sotto.
Fano i brat Don Sotta poszli rozmawiać dość wcześnie a potem spać, reszta "nie spała".
Oczywiście nikomu do godz. 8:00 nie udało się ukończyć projektu, nawet nam. Gry są jednak w dość dużym stadium rozwoju, więc na pewno kiedyś wyjdą. Pracę grupy TGFowej dokańczam pod trochę innym kontem (został tylko ruch platformowy :C) razem z Pikorem. Praca Constructowców, czyli... nie powiem, nie zdradzę nazwy tak wcześnie!... została okrzyknięta hitem na zlocie, który będzie hitem na PSK, gdy tylko wstawimy go w zapowiedziach. Fabuła i ogólny zarys gry tj. tytuł wymyślone przez Stankola robią swoje. Wstawię go w zapowiedziach jak tylko Old wyśle mi plik .cap, ew. jeśli wyśle go komu innemu i on wstawi. KONIEC DNIA PIERWSZEGO.
Dzień 2:
Ok. godz 10:00 wybraliśmy się ma śniadanio-obiad do baru mlecznego "Żaczek". Schodząc po schodach poślizgnąłem się na podjeździe dla wózków, który był mokry po deszczu. Uderzyłem się bardzo mocno głową o poręcz. Przez pół minuty nie mogłem się podnieść, nie było fajnie.
Zupy mlekowej nie było, bo się skończyła. Ja zamówiłem filet z kurczaka + frytki + mizerię. Mizerii nie dostałem, a jak się upomniałem usłyszałem "nie teraz!". Jak wracaliśmy z baru do akademika zaczęła mnie napieprzać głowa, poszedłem z Bedziem do apteki, ale i tak nic nie kupiłem, bo Ketonal jest na receptę. W akademiku dostałem jakiś lek (mam nadzieję, że to był lek....).
Potem zaczęły się prezentacje. Najpierw dłuuuugie, bardzo długie przygotowania kompa, podłączanie monitora, telewizora i pieprzenie się z tym wszystkim. Potem Fano zrobił mały wstęp i przedstawiliśmy nasze gry, które robiliśmy dzień wcześniej. Naszą grę przedstawiałem ja i M.10, tą drugą Pikor. Następnie był bodajże jakiś wykład Fana przedstawiający historię sceny. Później Don Sotto, Draq, Pikor i Oldboy przedstawiali swoje produkcje, na koniec wykład Fana. Jak o kimś zapomniałem to sorry, ale śpiący byłem.
Po prezentacjach pograliśmy sobie na PS2 w Burnouta, Tekkena, Final Fantasy i jakieś inne pierdoły. Gdy zmyło się dość dużo osób, tak, że został tylko Pikor tworzący grę na laptopie oraz Bedziu i Quaker grający w PS2 zaczęło chcieć mi się spać. Usiadłem przy Pikorze, by zobaczyć jak idzie mu gra, tak się wciągnąłem, że teraz tę grę robię razem z nim. W międzyczasie jakieś piersi z właścicielką chciały "one night story", ale on wolał grać, niż dostać chorób wenerycznych.
A potem włączyliśmy Eye Toya, a Bedziu był bokserem.
Ok. 6:30 poszedłem spać, ale nie było dla mnie miejsca nigdzie, więc poczekałem aż ktoś wstanie. A potem było niedżezi. KONIEC DNIA DRUGIEGO.
Dzień 3:
Ok. godziny 8:00 poszliśmy kupić coś do jedzenia, ja kupiłem sobie mleko, płatki i tanią oranżadę przeźroczystą, która tak naprawdę była droga, bo kosztowała 2.20zł.
Zjedliśmy, zebrała się ekipa (wszyscy, oprócz Bedzia, który spał) i mieliśmy iść do Imaxa (IMAXA?), ale postanowiliśmy, że nie mamy czasu. Poszliśmy na dworzec (wszyscy, oprócz Bedzia, który spał), jechaliśmy tramwajem, gdy zadzwonił Bedziu (który już nie spał). W tramwaju Quaker dostał mandat na 70zł od jakiegoś powalonego kanara. A potem małe dziwactwa, żarty, żegnanie się ze wszystkimi i sobie pojechałem do domu. KONIEC DNIA TRZECIEGO, przynajmniej dla mnie.
Twój stary, Aura Zajebistości oraz Pankulka:
Dość duża część zlotu została zarażona moim niezwykłym (w znaczeniu nienormalnym) humorem, tj. moje powiedzenia "twój stary" wspinały się na języki wszystkich klikowców. Czym jest Aura Zajebistości i Pankulka? Dowiecie się już niedługo. Ogólne było fajnie, za rok na pewno przyjadę na kolejny zlot.
PS. Poczytaj mi Fano.
|