|
autor:
pikor
pikor na zjeździe
Tak wygląda moje stanowisko pracy przed zjazdem, 
a tak po powrocie 
Przybyłem expressem z Wawy do Kraka pięć minut przed Oldboy'em .. miał mnie odebrać na 4 peronie... ale dopiero nadjeżdżał. Po kilku smsach się zderzyliśmy na dole. Po krótkiej pogadance z nim pofrunąłem zwiedzać miasto... a po godzinie 16stej czekałem na ekipę na schodach akademiku... z drobnymi obawami czy przypadkiem nie bawią się przy ognisku na solvay'u...
Niepotrzebnie - oto nadjechali! Po uściskach skoczyliśmy razem do pokojów zaklepywać łóżka. Miejsce pobytu przyzwoite, prysznice pierwsza klasa, woda się lała tu równie obficie jak z nieba. Ognisko przepadło... dla mnie dobrze bom nie zdążył nic kupić... właściwie tylko jakieś napoje (bez procentów) i zupki instant. Jak się potem okazało niezbędne do przetrwania w nocy, która okazała się jedną z najciekawszych w życiu.
Wcześniej marudziłem, by zacząć działać... grę wymodzić czy cuś.. i po zebraniu się ekipy "nie od laptopa" siedliśmy przy stoliku obmyślać zasady nowej gierki. Zażyczyłem sobie surowego pixelartu... co okazało się trudne do zrealizowania... ludzik mniejszy niż mysi kursor... ze dwie godziny jakieś się biedziłem nad animacjami ludka... Trudność polegała na tym, by tak mała istota, wyraziście dla oka gracza, brała w ręce inną postać, czy paczuszki... gdy się z tym uporałem do akcji wkroczył BROO.
Odpalił edytor zdarzeń i zaczął czarować... Akcje i zdarzenia sypały się obficie spod jego szybkiej myszy... poszedłem do pokoju gdzie laptop... i chcąc nie chcąc chciałem zerknąć na to, co tam wyświetla... zabronili mi. Byłem zdumiony i pytam: a to czemu? - oni na to: że bitwa.. co? bitwa? i wyleciałem jak proca do swej grupy nabity jak nigdy mobilizacją.
Spojrzałem na zegarek komputera naszego. niewiele czasu do 8:00 rano było... ale... byłem spokojny o powodzenie naszego projektu. Zmagaliśmy się z małym monitorem, 
z trudnymi zdarzeniami do 6 nad ranem. Jam z Bedziem na kartkach planowali poziomy, co chwila zgłaszaliśmy uwagi do kodującego przy stoliku na drugim końcu pokoju BROO ze swoimi asystentami obok. Wykłócałem się z BROO o tytuł gry i pewne drobiazgi... tym razem on postawił na swoim: gra nosić miała tytuł: Chip'a length 
... potem znów zmiana warty, wykonywałem menu gry, a szpiedzy donosili nam jak fantastyczną grafikę przeciwny obóz wymodził.
Ale my jechaliśmy na retro stylu! I się lekko przejechaliśmy.. BROO nagle wstał i poszedł... silnik zostawił... jam dosiadł... podumał i niczym sęp zamieniłem lekko zasady gry zastępując podrzucanie drugiego bohatera - podbiciem. Ale niestety zostałem osamotniony i nie wiedząc o kapitulacji... pracowałem nad grą jeszcze długie godziny.
Też następnej nocy kontynuowałem projekt dodając nowe elementy i krwawe efekty, które bawiły kolegów. Tym razem na laptopie Oldboy'a i w sali konferencyjnej, siedząc na uboczu. A reszta zagrywała ostro na Playstation 2. W tej sali dnia sobotniego odbyła się dłuuuga konferencja, bardzo ciekawa dla mnie, pełna swobody i zabawy. Wygłosiłem swój wykład koło 18stej. Na monitorze telewizora, który lubił kaprysić, leciał półgodzinny film nagrywany w domu... na pierwszy ogień poszła moja stronka 
... potem uczestnicy zjazdu ujrzeli jak gram w swoje gry... oraz co mam w planach na najbliższe miesiące i oto: poważna moja produkcja 'Diamenciarz' i kraina lodowa, 
odsłoniłem rąbek gry 'Booberbox', 
logiczną grę 'Cublog 2' pokazując jak się przechodzi plansze, 
grę z lutego tego roku 'Germs', 
mini gierkę 'Rawtank" 
odsłoniłem także... kulisy największej produkcji 'Diamenciarz 2' pokazałem główne założenia gry, zademonstrowane zostały ruchy bohatera i wstępny etap: 
Ot co napisałem to tylko fragment wykładu.
Podczas pobytu też z Omenskim ustalałem rozmieszczenie grafik w jego projekcie, podglądałem jak inni grają, bawią się... razem dokonaliśmy wielkich rzeczy jak: zakupy, obiad w barze mlecznym... wszystko się ładnie w pamięci zapadło. Nawet udało się kolegom pstryknąć fotkę, gdym stając w drzwiach wagonu odjeżdżał Intercity do domu.
Wcześniej na poczekalni dworcowej wraz z Draq i Stankolem obmyślaliśmy na papierze układ plansz i system rozgrywek. Tego samego dnia siadłem w swoim atelier wieczorem i z pół kolejnej nieprzespanej nocy spędziłem nad komputerem. Przerabiałem Krzysiowy kod, dodawałem różne elementy 
... pracowałem w edytorze ze swoimi ukochanymi czerwonymi kwadratami... projekt: 'Godo i Hesio' szedł do przodu z wielką rezerwą zapału zgromadzonego na PZPSK!
pikor
|