Nawigacja
Ostatnie artykuły
+ Undertale - wideorec...
+ Party Hard - wideore...
+ Wywiad z twĂłrcÄÂ...
+ Top Hat (recenzja "s...
+ Concrete Jungle
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siÄ™

Nie możesz się zalogować?
PoproÅ› o nowe hasÅ‚o
Nawigacja
ArtykuÅ‚y » Recenzje » Fort Meow
Fort Meow


Graliście kiedyś w coś absurdalnego? Ja postanowiłem znaleźć taki tytuł, który będzie czymś odmóżdżającym, a jednocześnie relaksującym. Po paru godzinach klikania w coś, co wymaga ode mnie ciągłego skupienia chciałem zupełnie zerwać z większością swoich komórek mózgowych, wrzucić luz i stoczyć się w coś banalnego i infantylnego. Skulałem się prosto na tapczan oblepiony kocią sierścią - Fort Meow.

Tytuł ten przyciągnął moją uwagę jako jedna z tańszych indie-nowości na Steam. Dodatkowo opisywana rozgrywka wyglądała naprawdę obiecująco pod względem ilości spędzonych godzin. Długo się nie zastanawiałem, chcąc w końcu odpocząć od pracy i przypomnieć sobie jak to jest, gdy w czasie wolnym wcale nie trzeba się wysilać, bo gra jest niebywale prosta. Opiszę Fort Meow w trzech słowach: odwrócone Angry Birds. Mechanika produkcji nie jest dużo bardziej skomplikowana niż właśnie takie określenie, ale została podłożona pod nią dodatkowa historia. Jako mała dziewczynka przyjeżdżamy do dziadków. Gdy docieramy na miejsce nie zastajemy nikogo w domu. Dziadek co prawda był umówiony na jakiś zabieg, ale powinien już wrócić ze szpitala. Babcia zniknęła. Dom otwarty, na środku salonu leży dziennik dziadka. Wnuczka dochodzi do wniosku, że może tu znajdzie wskazówki na temat tego, co się stało. Obiera najlepsze miejsce do czytania, czyli strych (a jakże). A tu *miaaaauuuu* pac pac i dziennik leży na podłodze, a zamiast niego, na kolanach dziewczynka ma kota. Sierściuch nie chce zejść. Ledwo go zepchnęła pojawił się następny. I następny. Trzeba temu zaradzić, najlepiej zbudować sobie bazę z mebli i poduszek! Teraz w spokoju można oddać się lekturze. Ale ile kocykowy fort wytrzyma - wredne kociska nie dają za wygraną.

Do dyspozycji mamy kolejne pomieszczenia w domu dziadków. Możemy z nich wybierać kolejne, coraz to bardziej zmyślne przedmioty, które pomogą nam zaznać odrobinę spokoju na samej górze. Dziecko samo dźwigać sprzętów nie może, mamy od tego robota. Nie da się zebrać z domu od razu wszystkiego - robota trzeba naładować. Dodatkowo wysiłek przeznaczony na przygotowanie fortyfikacji jest ograniczony (i z każdym sukcesem rośnie). Zachowano tu dobry balans między poziomem natrętności futrzaków a dostępnymi elementami naszej zabudowy. Całość podzielona jest na rundy. Po każdej z nich przechodzimy na następną stronę dziennika dziadka, które to strony wyjawiają więcej i więcej fabuły i pomagają zrozumieć czego te koty od nas tak naprawdę chcą. Teraz możemy też odbudować nasz mur, zebrać dodatkowe materiały. Przed atakiem dostajemy informację o tym, kto nas zaatakuje. Bo kot kotu nierówny. Jeden jest gruby, jeden jest chudy, jeden biega jak oszalały w czapce z arbuza a jeszcze inny ma ze sobą zawsze dwóch kolegów, którzy w zmasowanym ataku dokonują największych zniszczeń. Doniczka z kwiatkiem czy telewizor nie mają z kilkunastokilogramowym spaślakiem najmniejszych szans.

Wskakując na kolejne poziomy cały czas zachodziłem w głowę, jak taki głupi pomysł udało się zrealizować w tak wciągający sposób. Po części winię uzależnienie odkrywania nowych przedmiotów i historii z każdym, malutkim postępem. Dodatkowo wydaje mi się, że już od samego początku w mojej głowie dałem Fortowi bardzo wysoką notę za oprawę audiowizualną. Po przeskoczeniu przez prościutkie menu oczom ukazuje się bardzo ładne, dubbingowane chyba przez faceta z reklamy Werther's Original intro. Spokojny głos wdraża gracza w prolog. Zaraz potem widzimy bardzo stonowaną, krągłą grafikę z grubymi konturami. Miły dla oka i pasujący do klimatu rozgrywki styl i muzyka: podczas ataku kociarni dynamiczna, w trybie budowania melancholijna, rodem z filmu noir. Ten ostatni kawałek koi nas niezmiennie od pierwszego do ostatniego etapu i tu staje się trochę męczący, ale to nic - w każdym innym miejscu mamy odmienny, dobrze spasowany kawałek. Wszystko domykają wyśmienite efekty dźwiękowe, przypięte niemal do każdej akcji na ekranie. Nawet do odbijania się obiektów, gdy na te działają siły grawitacji. Szkoda, że dialogi w przerywnikach i komentarze bohaterki podczas obrony stanowiska nie są również dubbingowane - wstawiono je w denerwujące białe chmurki.

Fort Knox korzysta z dobrodziejstw Clickteamowego silnika fizycznego. Jest on dobrze skonfigurowany, ale jak zwykle ma pewne bolączki. Głównym zarzutem z mojej strony jest możliwość wciśnięta jednego obiektu w drugi, co może sprowadzić na nas nieprzewidziane konsekwencje. Dlatego lepiej unikać tego typu interakcji telewizora z kredensem. Jedno ma być na drugim i tego się trzymajmy. Na plus zaliczam niebywale intuicyjne sterowanie: LPM - przenoszenie przedmiotu, PPM - usuwanie, rolka - obracanie. Szczególnie to ostatnie rozwiązanie przypadło mi do gustu. Silnikowo - stabilnie i diabelnie dobrze spasowane. Jak już mam czepiać się szczegółów to da się odczuć niemiłe ścinki przy ładowaniu poziomów - przeskok z ekranu budowania na widok domu, podgląd dziennika dziadka etc.

Nie spodziewałem się tego, ale grę przeszedłem całą. Calusieńką. Zdumienie było tym większe, że nie ma tu trybu free play, który mógłby uratować całokształt przed następującym komentarzem: produkcja starczy nam na góra 3 godziny rozrywki. Tylko tyle. Winę za to ponosi bardzo ścisłe związanie postępu z fabułą - każdy etap to zbliżenie się do rozwikłania naszej zagadki, nie ma miejsca żaden skok w bok, dodatkowe zadanie, czy końcowe zadanie z najwyższymi poziomami trudności. Autorów troszeczkę tłumaczy napisana pod gierkę historia, ale w moim przekonaniu rozwiązali to w gorszy sposób. Nie ma Free Playa - niezbyt chce mi się całość zaczynać od nowa. Gra ukończona, nie muszę jej mieć na dysku. Naprawdę spodziewałbym się, że w produkcję złożoną z kolejnych "fal" wrogów, podobnie jak w Plants vs. Zombies czy innych takich da mi możliwość doskonalenia swoich umiejętności na okrągło. A tu psikus. W tym momencie można też podważyć zasadność ceny na platformie Steam - przecież pozycji tańszych, nad którymi spędzimy więcej niż jeden wieczór jest masa.

Miało być tak pięknie, ale srogo się rozczarowałem. Jeśli masz małe dziecko, kup grę, maluch będzie wniebowzięty. Ale tak dla siebie? Oprawa jest elegancka, ale czas, jaki spędziłem na beztroskim rozerwaniu się po ciężkim dniu pracy był zupełnie niezadowalający. Resztę wieczoru musiałem spędzić nad, pfeh, książką.


Kliknij tutaj, aby przejść do galerii.



Plusy:
Ocena:

ładna i klimatyczna oprawa audiowizualna

dopisanie historii do prostej gry logicznej


7/10




Minusy:

Informacje:

brak trybu "free play"...

... a przez to krĂłciutka


Producent: Upper Class Walrus

WWW: Steam

Edytor: CF 2.5

Data wydania: 25.06.2015


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
88,553 unikalne wizyty